W stronę dojrzałości – próby wychodzenia z impasu. Zarys parafialnego przygotowania do bierzmowania.

Ks. Zbigniew Paweł Maciejewski

W stronę dojrzałości – próby wychodzenia z impasu. Zarys parafialnego przygotowania do bierzmowania.

Poprzedni tekst był krytycznym spojrzeniem na przygotowanie do bierzmowania. Obecny jest próbą pokazania jak obecnie próbuję omijać rafy na które kiedyś sam często wpadałem.

Jest to zapis pewnego doświadczenia , które cały czas się dzieje, z każdym rokiem przybiera nieco inny kształt, mam nadzieję, że się doskonali. Nie jest to ideał – program ma swoje braki i bezradności. Mam jednak przekonanie, że wart jest prezentacji.

Chcę to uczynić w trzech etapach. Najpierw pewne założenia ogólne. Następnie przybliżę realia katechezy parafialnej. Na koniec pewne ramy organizacyjne.

Kolejnym, osobnym tekstem będzie precyzyjne pokazanie i omówienie scenariusza jednego ze spotkań.

Założenia ogólne

Doświadczenie osobiste, wyniki badań socjologicznych, zwykłe liczenie wiernych i różnice między rekolekcjami adwentowymi (gdzie dzieci i młodzież przychodzą same) a wielkopostnymi (gdy przyprowadzane są szkoły), karzą uznać, że dominantą w grupie kandydatów do bierzmowania będzie młodzież ochrzczona, która nie uzyskała dostatecznego wprowadzenia w życie wiary.

Obrzędy Chrześcijańskiego Wtajemniczenia Dorosłych w rozdziale IV mówią o przygotowaniu do bierzmowania i Eucharystii dorosłych, którzy przyjęli chrzest jako dzieci, ale nie otrzymali pouczenia w wierze. W naszym przypadku są to osoby, które co prawda zostały dopuszczone w dzieciństwie do Eucharystii, ale opis kościelnego dokumentu pozostaje niezwykle adekwatny do obrazu młodzieży przystępującej do bierzmowania.

„Recepta” jaką podaje dokument dla takiej kategorii osób to ewangelizacja i katechumenat. Nie jest więc moim pomysłem, że mój program obejmujący przygotowanie kandydatów do bierzmowania jest i ewangelizacyjny i katechumenalny.

Taki program zakłada obecność głoszonego Słowa Bożego. Takiego, które jest nastawione na budzenie wiary, na odpowiedź wiary. Nic wspólnego z głoszeniem Słowa nie ma tanie moralizowanie (musicie być dobrzy), pouczanie (pamiętajcie, że bierzmowanie to sakrament dojrzałości chrześcijańskiej), pognębianie (patrząc na wasze zachowanie dochodzę do wniosku, że tylko nieliczni zasługują na bierzmowanie).

Jeśli potraktujemy swoje słowo jako instruktaż – masz być dobry, grzeczny, popraw się, to odniesiemy fiasko. Gdy sami będziemy wierzyć, że wiara rodzi się ze słuchania, a tym co się słucha jest Słowo Boże (por. Rz 10,17) to mamy… szansę na owoce. Podkreślam – szansę a nie pewność. Jeśli rzucamy w ludzkie serca plewy to mamy pewność, że nie będzie owocowania, gdy rzucamy dobre, zdrowe ziarno ewangelii to… pewności owocowania nie mamy, bo ziarno to będzie padać na drogę, na skały, między ciernie i na ziemię żyzną (Mt 13,3nn). Tak to już jest. Niemniej jednak lepiej rzucać ziarnem niż plewą.

Rzucanie ziarna powinno być logiczne. Tematy powinny tworzyć pewną nieprzypadkową strukturę. Zaczynam od spotkania „Cztery kroki” – gdzie pokazuję etapy budowania przyjaźni z Jezusem. Usłyszenie (ktoś mi mówi o Jezusie) to etap pierwszy, spotkanie z Nim (osobiste) to etap drugi, zakochanie, zafascynowanie (jako wynik poznawania) to etap trzeci, wyznanie tej miłości (zawarcie przymierza, jakby małżeństwo) to etap czwarty. Rozwijam szczególnie etap drugi, bo z nim utożsamiać się będzie większość kandydatów (nie do końca szczerze, ale to już inna historia). Współcześnie spotykamy się z Jezusem w Słowie Bożym, modlitwie i sakramentach. Te płaszczyzny wyznaczają tematy drugiego, trzeciego i czwartego spotkania. Cztery pierwsze spotkania to jeden cykl, tworzący zamkniętą logiczną całość. Drugi cykl to „cztery prawa duchowego życia”. Tematy wyrosłe z tradycji protestanckiej, adaptowane na polski (i katolicki grunt) przez ks. Blachnickiego. Prawa te (i zarazem tematy kolejnych spotkań) to Boża miłość, ludzki grzech, Jezus jako Zbawiciel i przyjęcie Jezusa jako Pana i Zbawiciela. Pierwszy cykl mówi JAK poznajemy Boga, drugi skoncentrowany jest na tym CZEGO o Nim możemy się dowiedzieć.

Nie ma w tym przygotowaniu tematu Ducha Świętego. Czy to dyskwalifikuje program? Ja uważam, że jeśli uda się zbudować (umocnić) dobrą relację kandydata z Jezusem, to w sposób naturalny będzie od oczekiwał Daru Jezusa jakim jest Duch Święty i bardzo owocnie przeżyje sakrament bierzmowania, nawet jeśli niewiele o tym Duchu będzie wiedział. Odwrotnie – bez właściwej relacji z Jezusem mówienie o Duchu Świętym będzie rzucaniem grochem o ścianę a sakrament bierzmowania namaszczaniem „duchoodpornych”.

Druga racja rządząca przygotowaniem do bierzmowania jest ta, że Paweł siał, Apollos podlewał ale Pan dał wzrost (por. 1Kor 3,6). Cokolwiek dobrego się będzie działo w grupie kandydatów to zasługa Bożej łaski, na której się trzeba opierać, a nie zasługa chwytów, sztuczek, uwodzenia osobistym urokiem.

Z tego też względu kandydatów do bierzmowania… egzorcyzmuję. Brzmi to strasznie poważnie, kojarzyć się może z opętaniem, ale chodzi mi o normalną praktykę, by trochę bardziej dojrzały kościół modlił się za ten trochę mniej dojrzały. Chodzi o modlitwy wstawiennicze, które może odmawiać każdy kapłan. Szczegóły w dalszej części. Oprócz publicznej, oficjalnej modlitwy, potrzeba także stałej modlitwy towarzyszącej. Z jednej strony jest to uproszenie Bożej pomocy, drugi natomiast wymiar tej modlitwy to fakt, że, gdy za kogoś się modlę, to… łatwiej mi go polubić.

W ten sposób doszliśmy do kolejnej zasady istniejącej w moich założeniach. Katechizacja jest możliwa tylko wtedy, gdy istnieje wspólnota. To prosta zasada – jest wspólnota, może być katechizacja, nie ma wspólnoty, katechizacja nie jest możliwa. Może być możliwe szkolenie, indoktrynacja, tresura, ale na pewno nie katechizacja. Jasno to widać przy lekturze Obrzędów Chrześcijańskiego Wtajemniczenia Dorosłych – tam jest mowa nie o szkoleniu (do tego wystarczyłoby dać kandydatowi książkę do nauczenia się a potem z niej odpytać), ale mowa jest o byciu we wspólnocie i oddziaływaniu wspólnoty.

W myśl tej zasady staram się tworzyć sytuacje nastawione na kontakt, spotkanie, serdeczność, bezpośredniość. Wszystko, co w naturalny też sposób tworzyć będzie więź. Szczegóły w dalszej części tekstu.

Kolejną zasadą, której przestrzegam jest… dawanie szansy na samodzielne decydowanie. Zarówno w czasie spotkań jak i w całym okresie przygotowania staram się wymyślić jak najwięcej sytuacji, w których kandydaci muszą podjąć decyzję. Sami muszą się określać, zastanawiać podejmować decyzję, przyjmować ich skutki. Jeśli za kandydata ktoś ciągle będzie podejmował decyzję to… nawet każdego dnia powtarzając, że bierzmowanie to sakrament chrześcijańskiej dojrzałości, nigdy nie damy szansy na dojrzewanie.

Proszę pomyśleć, w jaki sposób traktujemy kandydatów do bierzmowania dając im kartki do spowiedzi przed uroczystością udzielenia sakramentu lub pilnując kolejnego wpisu do indeksu? Mówimy im: jesteście jak małe dzieci – trzeba wam ciągle przypominać, pilnować was, sprawdzać.

To nie są małe dzieci, są to ludzie, którzy w większości mają 16 lat. Zdolni są zrozumieć pewne zasady, jak choćby ta, że sakrament bierzmowania powinien być przyjmowany w stanie łaski uświęcającej. Zdolni są pojąć, że przyjęcie bierzmowania w stanie grzechu ciężkie jest bezczeszczeniem tego sakramentu i obrazą Boga.

Jaką podejmą decyzję? Zapewne różną, ale to… już ich sprawa z Bogiem. Nasze zadanie to tylko pomóc im we właściwym podjęciu decyzji. Nikt nie dojrzeje, jeśli wiecznie będzie trzymany za rękę. Bierzmy przykład z Pana Boga, który powiedział pierwszym rodzicom – to jedzcie a tego nie ruszajcie i… poszedł sobie. Gdyby nie poszedł nie byłoby grzechu (przytrzymałby za rękę), ale tak naprawdę nie byłoby ani człowieka, ani miłości. Bo zarówno człowiek jak i miłość zakładają możliwość wyboru. Dajmy tę możliwość wyboru kandydatom do bierzmowania.

Ostatnia zasada brzmi (pewnie profesorowie od katechetyki pospadają z katedr) – trzy dni rekolekcji zamkniętych są więcej warte niż dziewięć lat katechizacji.

Odkryłem tę zasadę, gdy moich „duchoodpornych” uczniów zacząłem wywozić na rekolekcje. Widziałem, ze dokonują się na nich sprawy, których na próżno, przez wiele lat, wyczekiwałem w szkolnej (czy przyparafialnej) rzeczywistości.

Może chodzi tu o wspominaną wyżej wspólnotę? Trudność w doświadczeniu jej w szkole parafii i przełamanie w czasie rekolekcji?

Doświadczenia katechezy parafialnej

Grupy do ogarnięcia

„Rocznik” kandydatów do bierzmowania to około 110 osób w parafii liczącej 9.000 mieszkańców. Liczba ta się będzie oczywiście wahała, w zależności od struktury społecznej.

Uważam, że przy liczbie 110 osób nie sposób przeprowadzić spotkania, które można nazwać katechezą. Może to być wiec, może to być konferencja, może to być nabożeństwo, ale nie może to być katecheza. Dlatego konieczny jest podział na grupy. W moim przypadku są to dwie grupy spotykające się oddzielnie.

Mam możliwość wykorzystania kaplicy, którą mamy w kościele. Sam kościół daje zbyt dużą przestrzeń. W kaplicy kandydaci siedzą w dość zwartej grupie, nie muszę ich przesadzać ani korzystać z nagłośnienia, mogę swobodnie poruszać się między rzędami, podchodzić do kandydatów. Liczbę 50 osób można w praktyce ogarnąć, zauważyć jednostki, upilnować. W poprzednich latach roczniki były większe, bywały więc grupy większe. Myślę, że liczba 70 osób jest liczbą graniczną.

Podział na grupy daje oczywiście więcej pracy, ale wydaje się ten podział koniecznym.

Materiały do pracy

Przygotowaniu do bierzmowania towarzyszą rozdawane na spotkaniach materiały. Jest to kartka formatu A4 złożona na pół i z dziurkami do skoroszytu. Przy zapisaniu kandydat dostaje skoroszyt i pierwsze materiały. Na każdym spotkaniu otrzymuje kolejną kartkę. W materiałach standardowo znajduje się streszczenie nauczania, studium Biblii (trzeba coś przeczytać i odpowiedzieć na pytania), pytania, których można się spodziewać na następnym spotkaniu, są też bieżące ogłoszenia i komunikaty.

Po skończonym przygotowaniu powstaje z tego książeczka licząca ponad 40 stron. Nieobecni na spotkaniu mają obowiązek odebrania materiałów w kancelarii lub ściągnięcia ich z Internetu.

Struktura spotkania

Każde ze spotkań ma zbliżoną do siebie strukturę.

1. sprawdzenie wykonania prac domowych, przygotowanie do spotkania, powtórzenie ostatniej katechezy

2. krótka próba śpiewu (jedna prosta piosenka na spotkanie)

3. nauczanie

4. czas aktywności uczestników – modlitwa, decyzja, refleksja

5. informacje, ogłoszenia

Ad. 1. Na początku zwykle mówię: „kto ma coś na sumieniu?” Czynię to żartem, swobodnie, bez wprowadzania atmosfery napięcia i tropienia przestępców. Gdy ktoś ma jakieś braki umawiamy się na spotkanie indywidualne.

Ad. 2. Próba przeprowadzana jest w duchu poprzedniego punktu. Z dystansem do samego siebie, do śpiewu kandydatów, z odpuszczeniem, gdy ktoś wyraźnie na śpiewanie nie ma ochoty. Przez całe przygotowanie uczestnicy poznają kilka prostych piosenek. Wykorzystuję je potem w czasie rekolekcji i liturgii bierzmowania. Poznana piosenka jest też czasem wykorzystywana już w trakcie spotkania.

Ad 3. Nauczanie głoszę w bezpośredniej bliskości kandydatów, między rzędami, podchodząc do nich, stawiając pytania (proste!), chwaląc, żartując. W nauczaniu zawsze jest obecne Słowo Boże, jednak rzadko jako punkt wyjścia. Najczęściej jest w środku nauczania. W czasie głoszenia mam na sobie komżę i stułę, ale odczytanie Słowa nie ma charakteru liturgicznego. Mówię: „Posłuchajcie fragmentu…”, „W Ewangelii Jana znajdujemy taki opis…”. Korzystam ze swojego egzemplarza Biblii. Biblia leży w czasie spotkania na ołtarzu lub innym wyróżnionym miejscu.

W nauczaniu staram się opowiadać ludzkie historie – z ludźmi, którzy mają imiona, mieszkają niedaleko. Ich historie są ilustracją relacji człowieka i Boga.

W nauczaniu posługuję się tablicą – flipchartem. Zawieszam na niej kartki z punktami, głównymi myślami, rysunkami.

Staram się mówić dynamicznie, prosto, konkretnie. Nie boję się wspólnych „recytacji” – kandydaci głośno czytają punkty z tablicy.

Ad 4. Nie chce spotkania redukować tylko do nauczania. Zawsze staram się, by stworzyć możliwości aktywności kandydatów. Z racji warunków (duża grupa siedząca w kościelnych ławkach) jest to trudne, ale wykonalne. Aktywności, które proponuję są następujące – podejście w jakiś punkt kaplicy (nie ma jedynie słusznego punktu), odpowiedź w ankiecie (nie ma jedynie słusznej odpowiedzi), podejście lub niepodejście, powstanie lub niepowstanie, wypróbowanie poznanej metody, czas na modlitwę. Jest to praktyczna realizacja postulatu dawania kandydatom szans na decydowanie. Poczynając od najprostszych spraw próbuje ich uczyć samodzielności i szczerości. Próbuje wybijania ich z postaw konformizmu (co by tu było najlepsze dla mnie?), lizusostwa (co by tu zrobić, by ksiądz się cieszył?) bezmyślności (robię to co wszyscy).

Ad 5. W tym punkcie przypominam zasady, rozdaję materiały, wyjaśniam pracę domową. Mimo, że wiele tych rzeczy jest napisane w materiałach, które otrzymują, ale doświadczenie pokazuje, że mówienie o tym jest konieczne.

Ramy organizacyjne, praktyczne rozwiązania

Ta część opracowania porusza kilka spraw organizacyjno – technicznych przygotowania do bierzmowania.

Czas przygotowania

Przygotowanie rozpoczynamy po feriach zimowych w klasie II gimnazjum i kończymy po Wielkanocy w III klasie. W tym czasie kandydaci biorą udział w 10 spotkaniach – katechezach w kościele, dwukrotnie w rekolekcjach wielkopostnych (dodatkowe spotkania, poza szkolnymi rekolekcjami), rekolekcjach wrześniowych (trzy kolejne wieczory w okolicach Uroczystości św. Stanisława Kostki), rekolekcjach adwentowych. W połowie cyklu zostają podzieleni na małe grupy z animatorem – cztery spotkania.

Comiesięczny cykl spotkań uważam za optymalny. Kandydat „nie zapomni”, że jest przygotowanie i ma nad czym popracować. Zbyt częste spotkania byłyby obciążeniem i postawieniem dość istotnego pytania: „O co chodzi w tej szkolnej katechezie, którą mam dwa razy w tygodniu, że muszę jeszcze raz w tygodniu biec na spotkanie do kościoła?”

Zapisy

Wyznaczamy czas – zwykle jest to okres dwóch tygodni – gdy kandydat powinien pojawić się w kancelarii parafialnej i zadeklarować chęć rozpoczęcia przygotowania. Przychodzi do kancelarii z jednym z rodziców (nie dotyczy pełnoletnich). Przychodzi z wypełnioną deklaracją, może ją wcześniej wziąć z zakrystii lub ściągnąć z Internetu

Po jednej stronie deklaracji znajdują się „obowiązki i zasady”. Rozpoczynają się one swojego rodzaju „preambułą”: „Bierzmowanie może przyjąć osoba wierząca, ochrzczona, praktykująca systematycznie wiarę (niedzielna Msza Święta, rekolekcje, spowiedź, Komunia Święta, codzienna modlitwa), żyjąca w zgodzie z zasadami moralności chrześcijańskiej, biorąca udział w spotkaniach przygotowujących do udzielenia tego sakramentu. Brak któregokolwiek z tych warunków powoduje odłożenie przyjęcia sakramentu do czasu osiągnięcia należytej dojrzałości.”

Określa ona pewien styl życia, który przyjmuje na siebie kandydat. Do tych rzeczy odnoszę się na spotkaniach, przypominam o nich, czasem się pytam, ale czynię z tego zasady, z których przede wszystkim kandydat sam ma się rozliczać w swoim sumieniu. Nie organizuję tu żadnego systemu sprawdzania i kontrolowania. Są to sprawy sumienia, które należy traktować z największą delikatnością.

W dalszej części „zasad” są bardzo szczegółowo określone punkty dotyczące samego przygotowania – dotyczą one forum bardzo zewnętrznego i niesakramentalnego.

Jest tam mowa o szkolnej katechizacji i roli katechety w dopuszczeniu do bierzmowania. Jest mowa o „świadectwie chrześcijańskiego życia” – pozwala to na odsunięcie od bierzmowanie kandydatów dopuszczających się publicznych i poważnych wykroczeń czy przestępstw.

Jest położony nacisk na „systematyczny i zaangażowany udział w spotkaniach dla kandydatów”. Dwukrotna nieusprawiedliwiona nieobecność na spotkaniach powoduje przełożenie przygotowania na kolejny rok.

Zasady opisują mój sposób reagowania na przypadki złego zachowania w trakcie spotkania: „kandydat zachowujący się nieodpowiednio na spotkaniu (np.: rozmowy, śmiechy, przepychania, przeszkadzanie innym, niewykonywanie poleceń prowadzącego) może zostać wyproszony. Sytuację taką traktuje się jako nieobecność na spotkaniu bez możliwości usprawiedliwienia”.

Dalej jest o kształcie spotkań w kościele i małej grupie oraz o systematycznej pracy z materiałami

Druga strona deklaracji zawiera miejsce na podanie informacji – danych o kandydacie: nazwisko, imiona, data i miejsce urodzenia, dokładny adres, telefon kandydata (jeśli posiada), adres e-mail kandydata (jeśli posiada), parafia zamieszkania, szkoła i klasa, imię i nazwisko katechety, parafia i rok Chrztu, parafia i rok I Komunii, imię i nazwisko rodzica/opiekuna oraz adres zamieszkania (jeśli są inne od danych kandydata), informacje o kandydacie mogące być ważne dla prowadzącego spotkania (orzeczenia poradni, choroby, specjalne wymagania).

Jest też miejsce na określenie mojego sposobu reagowania na sytuację złamania zasad przez kandydata. Rodzic może prosić o sms, telefon, e-mail, list tradycyjny. Może też zdecydować, że nie trzeba go zawiadamiać, bo dziecko wszystko mu powie. Znane są przypadki, gdzie odsunięty kandydat przez całe miesiące nie przyznaje się do tego rodzicom – taki system uniemożliwia takie praktyki – rodzic na bieżąco jest informowany. A jeśli informowany być nie chce? To już jego problem. Dajmy możliwość decydowania i dorosłym.

Na deklaracji znajduje się tekst oświadczenia: „Proszę o włączenie mnie do wspólnoty przygotowującej się do przyjęcia Sakramentu Bierzmowania w Parafii MBKP w Mławie. Zapoznałem się z obowiązkami i zasadami dotyczącymi przygotowania i wyrażam zgodę na ich zachowanie. Zgadzam się także na przyjęcie konsekwencji związanych z nie wypełnieniem obowiązków lub złamania zasad.” Podobne oświadczenie jest dla rodziców. Oświadczenia zostają podpisane w kancelarii i w kancelarii zostają. Deklaracje odbiera ksiądz, przybija pieczęć i składa swój podpis, wpina do segregatora.

Jest to ważny element zapisu, ale ważniejszym jest pokazanie „ludzkiej twarzy Kościoła”. Chodzi więc nie o „sprawne załatwienie interesanta”, ale próbę spotkania. Dlatego próbuję nawiązać rozmowę, spytać o zainteresowania, sukcesy, mocne strony kandydata. Próbuje zażartować, poluźnić atmosferę, dać jakieś dobre słowo na koniec. Im mniej urzędnika a więcej człowieka – tym lepiej.

Kandydat przy tej pierwszej wizycie otrzymuje skoroszyt (A5) z pierwszymi materiałami. Są to „obowiązki i zasady” (do przypominania sobie), formularze usprawiedliwienia, kontakt do mnie (telefon, e-mail) i terminy spotkań (do września).

Spotkania w kościele

Ustalenie terminu spotkań w kościele to ważny i delikatny problem. Wychodzę z zasady, że przygotowanie do bierzmowania powinno szanować człowieka. Nie jest chyba wyrazem szacunku gdy ludziom, którzy (przynajmniej jakaś część) mają jakieś pasje, trenują coś, chodzą do szkoły muzycznej, uczą się dodatkowo języków, tańczą, jeżdżą konno, grają w sztukach… mówi się nagle: „przychodzimy w czwartek o 17.00”.

Trzeba dać możliwość wyboru lub… spotykać się w niedzielę. Dla duszpasterzy jest to trudny czas, dla kandydatów najlepszy – są na Mszy Świętej i zostają na katechezę.

W naszej parafii kandydaci uczestniczą w parafialnej Mszy Świętej, w miarę swego przygotowania podejmują na niej posługi liturgiczne. Mówię na tej Mszy Świętej kazanie – z treści czytań staram się wydobywać i akcentować treści ewangelizacyjne.

Ważnym elementem jest czas po kazaniu. Zapraszam w tym momencie kandydatów ze wszystkich zakamarków kościoła przed ołtarz. Gdy się zgromadzą „przedstawiam” młody Kościół, który przygotowuje się do ważnego momentu „staremu” Kościołowi. Staram się to robić w serdeczny sposób. Na przykład: „Oto tu stoją przed nami młodzi ludzie, są w najpiękniejszym i najtrudniejszym okresie swojego życia. Wielu przeżywa swoje dramaty inni euforię zakochania. Jedni się buntują, inni szukają. Każdy z nich jest inny, ale wszyscy potrzebują miłości, potrzebują tego, co może dać im tylko Jezus. Dlatego proszę was wszystkich – pomódlcie się, by dotknęła ich Boża łaska, by doświadczyli Bożej miłości.”

Proszę kandydatów, by przyklęknęli, wszystkich o modlitwę w ciszy a sam modlę się głośno z wyciągniętymi rękoma. Modlitwy takie – egzorcyzmy mniejsze (spory wybór) są w Obrzędach Chrześcijańskiego Wtajemniczenia Dorosłych. Ja w praktyce korzystam z ich adaptacji umieszczonych w oazowych materiałach formacyjnych przygotowanych przez Sługę Bożego ks. Franciszka Blachnickiego. Po modlitwie kandydaci wstają i stojąc dalej przed ołtarzem odmawiają z wszystkimi credo. Potem wracają na swoje miejsca.

Po Mszy Świętej kandydaci przechodzą do kaplicy. Siadają w dwóch rzędach. Moje mówienie nie wymaga nagłośnienia, mogę być swobodny i być blisko nich. Spotkanie pierwsze ma pewnie najważniejsze znaczenie – tworzy klimat i wyznacza pewne kierunki. Kandydaci powinni poznać, czego się będzie od nich wymagać. Jeśli zaczniemy od „już ja wam pokażę” to położymy wszystko. Jeśli zrobimy cokolwiek co stworzy więź – zrobimy krok we właściwą stronę.

Przypominam o wymaganiach już na pierwszym spotkaniu. Staram się jednak czynić to w żartobliwy sposób. Mówię na przykład: „Spotkamy się, poznamy się bliżej, pogadamy, będzie dobrze. Będzie tak dobrze, że niektórzy celowo będą podpadać, byle się ze mną spotkać.”

Tak czy inaczej kandydaci podpadać będą. Mam wtedy pod ręką specjalne formularze – gdzie krzyżykami zaznaczam formy przewinienia (na przykład: brak pracy domowej, brak materiałów, kłamstwo, nieumiejętność odpowiedzi na podstawowe pytania, nieobecność na spotkaniu / spotkaniach, złe zachowanie na spotkaniu). Na spotkania indywidualne umawiam się w sobotni poranek, pozostawiając możliwość negocjacji. Formularz jest pomocą w przeprowadzeniu sprawy do końca, bez tej formy dokumentacji pogubimy się – z kim kiedy i gdzie się umówiliśmy. Jest to jednocześnie pomoc w rozmowach z rodzicami. Na pytanie: „Czego ksiądz od niego wymaga?” Można odpowiedzieć: „Marcin 12 listopada przyszedł bez wypełnionej pracy domowej. Nie przyszedł następnie (18 listopada), na indywidualne spotkanie. Dzwoniłem do pani w tej sprawie 23 listopada. Syn przyszedł do mnie 3 grudnia, ale kompletnie nieprzygotowany, nie umiał tego… tego… tego… Ustaliliśmy, że jak będzie nieprzygotowany na następnym spotkaniu to kolejne spotkanie będzie już w obecności rodziców. Wymagam po prostu tego, do czego syn się zobowiązał i do czego zobowiązała się pani”.

W moim przygotowaniu nie sprawdzam i nie śledzę religijnych praktyk uczniów . Przypominam o ważności, upominam, zachęcam, ale pozostawiam to sumieniu kandydata. Natomiast z żelazną konsekwencją wymagam obecności na spotkaniach (lub usprawiedliwienia nieobecności w ciągu siedmiu dni) i systematycznej pracy z otrzymywanymi materiałami. Dwukrotna nieusprawiedliwiona nieobecność oznacza odsunięcie od bierzmowania. Kilka lat praktykowania tej zasady dało kandydatom pewność, że nie tylko to mówię, ale faktycznie to robię. Czynię to nie z racji umowy kandydata z panem Bogiem (tu Bóg sam się upomni), ale na podstawie mojej umowy z kandydatem. Zerwana umowa – przyjęcie konsekwencji. Jeszcze raz podkreślam, że moje wymagania dotyczą forum zewnętrznego i niesakramentalnego.

Klasyczne sprawdzanie obecności jednak zbyt mocno kojarzy się ze szkołą. Na moich spotkaniach nie sprawdzam listy, rozdaję jedynie materiały. Na kserowanych materiałach znajduje się miejsce na nalepkę. Mając bazę danych z listą kandydatów można, korzystając z korespondencji seryjnej, wydrukować etykiety na specjalnym samoprzylepnym papierze. Etykietkę łatwo oderwać i przykleić na materiały do rozdawania. Numeracja bazy danych pozwala łatwo zachować porządek alfabetyczny. Rozdaję materiały, a tych kandydatów, których nie ma mam na koniec w garści (i w rzeczywistości i przenośni).

Spotkania indywidualne

Spotkania indywidualne mogą być dwojakiego rodzaju. Staram się przekonać do siebie kandydatów i wzbudzić zaufanie. Gdy to się udaje jest szansa na spotkania, o które prosi sam kandydat. Dotyczą one ich problemów osobistych bądź poszukiwań w wierze. Niestety, nie są to częste spotkania. Czasem, zamiast osobistego spotkania, łatwiej kandydatowi wysłać e-mail.

Drugi rodzaj spotkania to spotkanie związane z przypadkami łamania zasad. Proszę wtedy o przyjście w wyznaczonym czasie. Jest to spotkanie niejako karne, ale ważne by jego atmosfera była spokojna, konkretna, czasami nawet żartobliwa. Nie chodzi tylko o sprawdzenie, że odrobiono wreszcie zaległą pracę, ale o wspomniany wyżej kontakt. Kontakt zatem, budowanie więzi, a nie pognębienie kandydata, pokazanie mu „kto tu rządzi” jest celem takich spotkań. Oczywiście stać trzeba na straży zasad, ale wykonanie tego może być w bardzo różnym stylu. Ważne, by kandydat spotkał się z człowiekiem a nie funkcjonariuszem kultu religijnego średniego stopnia.

Szczególnym przypadkiem spotkań związanych z łamaniem zasad jest spotkanie na którym komunikuje się kandydatowi, że jest odsunięty od bierzmowania. Tu nie wystarczy powiedzieć: „jesteś odsunięty, nie mamy o czym rozmawiać”. Właśnie jest o czym rozmawiać. Tu także trzeba być człowiekiem.

Choćby krótkie spotkanie w cztery oczy (nie przy wszystkich), przypomnienie wszystkim faktów związanych z łamaniem zasad i konsekwencji z tych faktów płynących. Wyrażenie swoich uczuć. Podkreślenie, że jest to odsunięcie a nie przekreślenie, że można i należy spróbować raz jeszcze, że to trudna lekcja, ale w życiu może okazać się ważna.

Rekolekcje

Znając moc rekolekcji staram się dać taką możliwość kandydatom. Trudności finansowe i związane z miejscem rekolekcji sprawiają, że w ostatnich latach są one organizowane w parafii. Jest to piątkowy wieczór, cała sobota i niedziela do obiadu. Kandydaci na noclegi i obiad idą do swoich domów. Jest to półśrodek – zdecydowanie lepszy byłby wyjazd na prawdziwe rekolekcje zamknięte w domu rekolekcyjnym.

Niemniej i taka forma daje dobre efekty. Mówię to na podstawie anonimowych ankiet robionych na koniec całego cyklu przygotowań.

Rekolekcje proponuję jako pewien przywilej i coś co można wybrać (kolejna okazja do samodzielnego decydowania). Liczba miejsc jest ograniczona (zwykle robię dwie serie po 25-30 osób). Pierwszeństwo mają ci, którzy są bardziej zaangażowani – systematycznie uczestniczą w spotkaniach, nie mieli kłopotów z zachowaniem zasad. Dodatkową zachętą jest zwolnienie rekolektantów z drugiego cyklu „cztery prawa duchowego życia”.

Pokazuję rekolekcje jako realizację tego cyklu w dużej pigułce – i tak jest w rzeczywistości. Rekolekcje są przekazem treści duchowym praw. W czasie rekolekcji są nauczania, praca w grupach, wspólnie sprawowana Eucharystia, są próby wprowadzania w modlitwę spontaniczną i w mówienie świadectw. Ważnym elementem tych rekolekcji jest wspólnie obejrzany ewangelizacyjny film „Jezus”. Jest czas na przerwy (dobry czas na nieformalne spotkania) i na elementy zabawy (cóż może lepiej integrować).

Spotkania w grupach

Dla mnie jest to duża szansa na wytworzenie pewnej atmosfery wspólnotowości, a zatem stworzenie gruntu pod katechezę, ale jest to element, który w tym całym systemie jest najsłabszy.

Założenia tej pracy są następujące. Praca w grupach nawiązuje do spotkania w kościele, jest swoistym „echem”. Generalnie staram się, by dziewczęta spotykały się z animatorką a chłopcy z animatorem. Animator otrzymuje konspekt a uczestnicy powinni przyjść na spotkanie po osobistym przepracowaniu tematu.

Wyraźnie i wielokrotnie mówię kandydatom, że animator będzie informował jedynie o trzech faktach: nieobecności, nieprzygotowaniu, złym zachowaniu. Wszystko inne objęte jest tajemnicą.

Mimo tego kandydaci na spotkaniach są bardzo zamknięci, nieskorzy do mówienia, zablokowani. Wpływać na to może fakt, że tych spotkań jest mało i podział grup jest dość przypadkowy. Tu nie chodzi tylko, że kandydaci nie znają się bliżej, czasem problemem jest właśnie znajomość – konflikty, które są, a o których prowadzący nie ma pojęcia.

Internet

Od początku moich przygotowań do bierzmowania kandydaci mogli znaleźć na parafialnej stronie internetowej miejsce, gdzie znajdowały się terminy spotkań, bieżące ogłoszenia oraz rozdawane na spotkaniach materiały – w razie nieobecności można je było ściągnąć w postaci pliku PDF i samodzielnie wydrukować.

Od tego roku dla kandydatów stworzyłem blog, gdzie zamieszczam wszystkie materiały, informacje, filmy i nagrania audio ze spotkań. Blog daje szansę na komentowanie – nie wychodzi to jednak najlepiej.

Oprócz bloga zbieram od kandydatów ich adresy e-mail (ok. 65% całości). Tworząc z nich listę subskrypcyjną wysyłam do nich przypomnienia i ogłoszenia.

Informacja zwrotna

Na ostatnim spotkaniu (po realizacji opisanych dwóch cykli) podsumowuję, przypominam cały okres przygotowań i proszę o informacje zwrotne.

Kandydaci piszą ją anonimowo na specjalnych formularzach. Wystawiają oceny odpowiadają na pytania otwarte. Oceny i wypowiedzi kandydatów są zaskakująco pozytywne. Oczywiście dotyczy to tych, którzy dotrwali do końca. Kilkanaście procent, każdego roku, bywa odsuwanych od bierzmowania i na tym ostatnim spotkaniu już nie uczestniczą.

Problemy

Oprócz problemów z małymi grupami są i inne trudności. Największym z nich jest wiek przygotowania. Wyznaczenie najtrudniejszego i jak wielu katechetów twierdzi „najgłupszego” wieku na czas przygotowań nie jest dobrą decyzją.

Jest to najlepszy czas, by sprawnie „załatwić” bierzmowanie, ale najgorszy, gdy się chce to zrobić sensownie. Przesunięcie tego czasu choćby o dwa lata, byłoby mądrą decyzją, przygotowanie dawałoby większe owoce.

Innym problemem jest zróżnicowanie przygotowania – czasu, sposobu, stylu, form, wszystkiego. Mogą dwie koleżanki z ławki mieć bardzo różne doświadczenia – jedna być goniona przez wszystkie pierwsze piątki miesiąca, drogi krzyżowe i roraty a druga… uczestniczyć choćby w moim przygotowaniu. Jedna ciągle biegać będzie z indeksami a druga usłyszy, że chipowanie wiernych nie ma sensu.

Mam przekonanie, że przedstawione przygotowanie jest krokiem we właściwą stronę, ale pozostaje niedosyt. Widzę w kandydatach spory dystans, czuję ich przymuszenie (ze strony rodziców) i niechęć. Trudno to przełamać. Program powinien tworzyć więcej szans na integrację, tworzenie wspólnoty. Może jakieś formy zaangażowania? Wspólne przygotowanie jakiś dzieł?

Odsuwam od bierzmowania kilkanaście procent z każdego rocznika. A raczej oni odsuwają się sami. Mam przekonanie, że jest to więcej niż średnia krajowa. Nie zmienia to faktu, że bardzo wielu moich kandydatów jest nieprzygotowanych do przyjęcia bierzmowania. A może raczej nie tyle nieprzygotowanych (bo przygotowani są) co niedysponowanych, bo nie mają właściwych motywów, intencji i nade wszystko wiary, której, mimo najszczerszych chęci, nie dało się rozbudzić.

Liturgia bierzmowania jest dla mnie najbardziej przykrym momentem pracy w roku. Czynione niedawno badania pokazują, że 2/3 nastolatków w Polsce nie wierzy w zmartwychwstanie Jezusa. Są to straszne liczby. Jednak nie trzeba było robić tych badań, by (mając minimalne wyczucie) wiedzieć, że wielu świątecznie ubranych chłopców i dziewcząt, podchodząc do biskupa ma przekonanie, że Jezus to bajka, a jeśli nawet nie bajka, to i tak jest martwy. Tak na 90% wiem, którzy z moich kandydatów tak myślą. Tak na 90% wiem, których już nie zobaczę w kościele… do dnia ich ślubu lub chrztu dziecka. Bo jak tu nie wziąć ślubu w kościele, jak tu nie ochrzcić dziecka.

***

W Tygodniku Powszechnym ukazał się blok artykułów poświęconych bierzmowaniu . Wśród nich wywiad z biskupem Józefem Guzdkiem, biskupem pomocniczym archidiecezji krakowskiej. Mimo wielkich wysiłków rozmówcy (Maciej Müller), by znaleźć choć jedną szparkę, drobną rysę na obecnej praktyce Kościoła w Polsce w dziele przygotowania młodzieży do bierzmowania, nie udała mu się ta sztuka. Oto jedna z wypowiedzi biskupa: „Nie spotkałem grupy młodzieży, przy której zastanawiałbym się, czy udzielenie tego sakramentu ma sens. Widzę, że ci młodzi wiedzą, czego chcą.”

Mam obawy czy perspektywa kurii i liturgii bierzmowania daje dobre widzenie. Ja pytania o sens bierzmowania wielu moich kandydatów stawiam sobie przy każdej mojej grupie

.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *